PIESZO Z KRAKOWA NA LUBOŃ WIELKI I HALĘ KRUPOWĄ
19.09.2002 - 21.09.2002


      Tym razem zaprosiłem znajomych na marszon z Krakowa do schroniska na Luboniu Wielkim. To ponad 60 km. Najpierw - do Myślenic po płaskim, lecz stamtąd - po dość forsownej "sinusoidzie". Przewidywałem, iż dystans ten pokonamy w 20 godzin. Najwytrwalszym zaproponowałem, że po noclegu na Luboniu, pójdziemy jeszcze do schroniska na Hali Krupowej. Ponad 30 km. I udało się! Spośród 43 osób, które wyruszyły z Krakowa, na Halę Krupową doszło 29.

      Spotkaliśmy się o godzinie 19.00, pod kościołem Świętego Wojciecha, na Rynku Głównym. Stamtąd przeszliśmy Traktem Królewskim pod Wawel i nad Wisłę. Na moście Grunwaldzkim wsiedliśmy w tramwaj, by uniknąć marszu przez miasto. Potem w Borku Fałęckim przesiedliśmy się w autobus jadący do Swoszowic, skąd prowadzi wybrany przeze mnie, niebieski szlak turystyczny. Przesiadka nie obyła się jednak bez komplikacji. Otóż pomyliłem numery linii i całą ekipę skierowałem do niewłaściwego autobusu. Na szczęście przed samym odjazdem zapytałem kierowcę o dokładną trasę. Udało nam się wysiąść w ostatniej chwili, ku uciesze nielicznych pasażerów autobusu.

      Ze Swoszowic wyruszyliśmy tuż po wpół do dziewiątej, wiedząc, że odtąd przez najbliższe dwa dni będziemy iść, iść i iść, podchodzić i schodzić, zatrzymywać się i ruszać w dalszą drogę. Nauczony doświadczeniem majowego marszonu postanowiłem, że na odcinku nocnym pójdziemy zwartą grupą. Prowadziłem wspólnie ze znającą całą trasę Olą Ptak oraz z Sebastianem Wachem, który już poprzednim razem przyjął funkcję przewodnika. Natomiast rolę "zamka" (czyli osoby idącej stale na końcu) pełnił Zbyszek Stankowicz. Wystartowaliśmy "gęsiego", aby Zbyszek mógł nas łatwo policzyć. Tym razem pogoda była dla nas łaskawa, a dostosowanie terminu marszonu do pełni księżyca pozwoliło wygodnie wędrować przez noc. "Ogon" zawieruszył się tylko raz - około wpół do drugiej. Po zagubionych wrócili Sławek MichalakJurek Sokulski. Niebawem więc znów byliśmy w komplecie.

      Do Myślenic przyszliśmy o trzeciej nad ranem. Na dworcu PKS został Robert, którego odnowiona kontuzja zmusiła do rezygnacji z dalszej drogi. A i nam trudno było podnieść się z dworcowych ławek. Powoli ruszyliśmy w stronę Zarabia. Po drodze przyłączył się do nas drobny, biało - rudy kot, który towarzyszył nam potem przez blisko cztery godziny. U stóp rezerwatu Zamczysko nad Rabą zatrzymaliśmy się na dłużej. Po kilkunastu minutach podjechał do nas radiowóz. Zostałem poproszony o dokumenty. Rozmowa była bardzo krótka, miła i zaskakująca. Okazało się bowiem, iż policjanci wiedzą o naszym marszonie z gazety.

      Tuż przed czwartą ruszyliśmy w dalszą drogę. Pierwszy raz tej nocy ostro pod górę - czerwonym szlakiem na Uklejną. Szedłem tamtędy miesiąc przed marszonem. Wtedy ścieżka była wygodna. Teraz w poprzek leżało kilkanaście ściętych drzew. Ich przejście było trudne, a próby omijania kończyły się gubieniem szlaku. W efekcie nasza ekipa znacznie się rozciągnęła i kilka osób idących razem na końcu zabłądziło. Zadzwonili do mnie około wpół do piątej, prosząc o pomoc w odnalezieniu szlaku. Jurek SokulskiPrzemkiem Wróblem wrócili po nich, a ja zatrzymałem grupę w najbliższym wygodnym miejscu. I po kwadransie byliśmy znowu razem.

      Powoli zaczynało świtać, a gdy doszliśmy na Śliwnik było już całkiem jasno. Zrezygnowałem więc z marszu zwartą grupą. Odtąd każdy mógł iść własnym tempem. Umówiliśmy się jednak, iż w miarę możliwości poczekamy na siebie na Przełęczy Glisne, tak aby razem wejść na Luboń. Około godziny siódmej doszliśmy do schroniska na Kudłaczach. Tam spotkała nas bardzo przykra niespodzianka. Schronisko było zamknięte! A przecież przed marszonem trzykrotnie (!) anonsowałem nasze przybycie i gospodarze potwierdzali przyjęcie tej rezerwacji. Telefonicznie sprowadziliśmy właścicieli schroniska, którzy mieszkają kilkaset metrów poniżej. Przyszli wprawdzie niezwłocznie, lecz zaoferowali nam tylko piwo lub herbatę. W schronisku nie było nawet chleba! O jajecznicy nie wspominając. Szkoda, bo Kudłacze były jedynym punktem na naszej trasie, gdzie mogliśmy zjeść coś ciepłego i uzupełnić zapasy. Trochę inaczej spakowalibyśmy plecaki, gdyby gospodarze wcześniej nie zapewniali, że będą nas oczekiwać. To smutny przykład lekceważenia turystów.

      Na Kudłaczach opuścił nas Zbyszek, który już na starcie zapowiadał, iż interesuje go głównie przejście nocnego odcinka. Razem z nim zeszło do Pcimia kilka najbardziej zmęczonych osób. W schronisku pożegnał nas też Irek Zielony. On z kolei postanowił, że jeszcze tego samego dnia dojdzie do schroniska na Hali Krupowej, czyli tam, gdzie mieliśmy zamiar pojawić się dopiero następnego dnia wieczorem. Około wpół do dziewiątej, wraz z ostatnią grupą "marszonowiczów" wyszedłem ze schroniska na Kudłaczach, pełniąc teraz nieformalną już rolę "zamka".

      Większość z nas powędrowała do Lubnia żółtym szlakiem turystycznym, lecz kilka osób stworzyło Grupę Azymutową, prowadzoną przez doskonale znającego te okolice Krzysztofa Knofliczka (gospodarza schroniska na Luboniu Wielkim). Grupa Azymutowa zdobyła szczyt leżącego poza trasą marszonu Lubomira, a stamtąd sobie wiadomymi ścieżkami zeszła do Lubnia, przekraczając tam Rabę w bród. Moja grupa, po krótkim odpoczynku na przystanku PKS ruszyła w górę. Podchodząc odebrałem telefon od Sławka. Wycofał się przytłoczony zbyt ciężkim plecakiem i wizją wspinania się na Szczebel. A my na ten szczyt weszliśmy tuż po godzinie 14.00. W tym samym momencie, idący na Halę Krupową Irek, przekraczał próg schroniska na Luboniu Wielkim, a pierwsi "marszonowicze" czekali już obok Przełęczy Glisne, na resztę ekipy.

      Około wpół do czwartej byliśmy na Glisnem prawie wszyscy. Chociaż niewiele brakowało byśmy minęli czekających tu i poszli dalej. A ostatni byliby na Luboniu pierwsi. Oto bowiem grupa oczekująca, zatrzymała się wprawdzie tuż obok szlaku, lecz kilkaset metrów przed Przełęczą. Nie mogli przypuszczać, iż Grupa Azymutowa zejdzie leśną drogą wprost na Glisne. Na szczęście Danusia Żywczak przewidująco "patrolowała" rejon Przełęczy i dzięki niej udało nam się spotkać. Z tyłu zostały jeszcze trzy osoby, podchodzące właśnie na Szczebel. Przez telefon uzgodniliśmy, że nie czekając na nich, wyruszamy na ostatnie tego dnia podejście.

      Ta imponująco stroma ścieżka potrafi dokuczyć nawet turystom, którzy na Przełęcz Glisne przyjechali samochodem. My mieliśmy za sobą około 60 kilometrów i blisko 20 godzin wędrówki. Na tym odcinku prowadził nas gospodarz schroniska na Luboniu. Wspinaliśmy się powoli, aby wspólnie dojść do celu, a tuż pod wierzchołkiem Krzysztof zarządził jeszcze postój dla skompletowania grupy. Sam poszedłem do przodu z zamiarem sfotografowania finiszującego "marszonu".

      O godzinie 17.00 "marszon" dotarł do celu. W progu schroniska czekała Agata - gospodyni schroniska na Luboniu Wielkim. Było tam też kilku "marszonowiczów", którzy nie zatrzymali się na Przełęczy Glisne. Spośród 43 osób wyruszających spod kościoła Świętego Wojciecha, na Luboń doszło 36, z których 6 jeszcze tego samego dnia zeszło do Rabki. Pozostali, grzecznie ustawili się w trzech kolejkach: do mnie (przydzielałem miejsca do spania), po bigos (wyśmienity!) oraz do pomieszczenia z ciepłą wodą. Pierwsza z kolejek nie zainteresowała tylko czteroosobowej grupy Desperados. Magda Łyko oraz Sebastian Wach, całą trasę marszonu pokonali niosąc namioty, i - pomimo psującej się pogody - postanowili w nich przenocować. Towarzyszyli im: Krysia SakowskaKrzysztof Krowicki. W schronisku czekały jeszcze dwie miłe niespodzianki. Gospodarze przygotowali nam specjalne dyplomy, a Władek Biskup rozdawał zdjęcia z majowego marszonu. Przecież ponad połowa z nas, przed czterema miesiącami, wędrowała razem z Krakowa na Halę Krupową przez Koskową Górę.

      Tuż po godzinie 19.00, dotarła do schroniska ostatnia trójka "marszonowiczów", zaś dwie godziny później spaliśmy już prawie wszyscy. Zmęczenie i brak snu dawały znać o sobie. Noc na Luboniu była bardzo zimna i deszczowa. Około północy dostałem SMS od Irka, który zgłaszał, że właśnie przyszedł na Halę Krupową. Był w drodze blisko 27 godzin.

      Świt wstał chłodny, wilgotny i mglisty. O godz. 8.00 spotkaliśmy się wszyscy w jadalni schroniska. Uzgodniliśmy, że dzisiaj także zwarty szyk nie będzie potrzebny, pożegnaliśmy gospodarza, dla którego Luboń był celem drogi i małymi grupami wyruszyliśmy na szlak. Około godz. 9.00 schronisko było już puste. Wyszedłem ostatni. Przede mną w stronę Hali Krupowej zmierzało 28 osób.

      Deszcz kropił jeszcze tylko do Małego Lubonia. Potem rozpogodziło się i tego dnia nie spadła już ani kropla. Tym niemniej dotarłem na Halę Krupową na wpół przemoczony... Oto bowiem tuż za Jordanowem, w poprzek szlaku płynęła wartko niewielka rzeczka. Bez problemu przeprawiłem się na drugi brzeg po pniu drzewa, nie zauważyłem jednak, że skarpa po drugiej stronie jest podmyta. Nawis nie wytrzymał mojego ciężaru, urwał się, a ja wpadłem w wodę sięgającą mi do pasa.

      Wylałem wodę z butów, wyżąłem skarpety i postanowiłem wysuszyć ubranie na sobie, tak aby awaryjny komplet odzieży pozostał nietknięty w plecaku aż do schroniska. Wolałem nie ryzykować, że w następnym potoku stracę te jedyne suche ciuchy... Na szczęście było w miarę ciepło, więc pomimo przemoczenia nie czułem specjalnego dyskomfortu. Nie mogłem jednak zatrzymywać się na dłużej, bo natychmiast zaczynałem marznąć. W efekcie wyprzedziłem kilku ostatnich "marszonowiczów". Naprawdę rozgrzałem się i nieco wysuszyłem dopiero podchodząc na Cupel. Nota bene czekałem na tę stromą ścieżkę jak na wybawienie i nie zawiodłem się. Przez chwilę było mi naprawdę ciepło. Aliści nawet krótki postój na Cuplu okazał się zbyt długi. Szybko poczułem dreszcze, nie pozostało więc nic innego, jak ruszyć w dalszą drogę.

      Czerwone światełka masztu przekaźnika na Okrąglicy zobaczyłem już na tle ciemnogranatowego nieba. Była godzina 19.20 - o tej porze roku to czas późnego zmierzchu. Do schroniska przyszliśmy małą grupą - z Olą, JanuszemMarkiem - już niemal po ciemku. Pierwsi "marszonowicze" dotarli na Halę Krupową przed wpół do czwartej. Ostatni pojawili się tam o godz. 21.00. Spośród 43 osób, które wyruszyły z Krakowa, na Halę Krupową doszło 29.

      Następnego dnia, pomimo deszczowej pogody, na Babią Górę weszli jeszcze: Jerzy Chanyszkiewicz, Grzegorz Galas, Michał Morek, Jerzy Sokulski, Aleksandra TurowskaPrzemysław Wróbel.
CAŁĄ TRASĘ MARSZONU PRZESZLI:
Piotr Cejrowski, Jerzy Chanyszkiewicz, Barbara Czuba, Grzegorz Ćwieląg, Grzegorz Galas, Paweł Jezutek, Krzysztof Krowicki, Magdalena Łyko, Sławomir Michalak, Michał Morek, Marek Oszajca, Krzysztof Paja, Aleksandra Ptak, Krystyna Sakowska, Tomasz Salamon, Jerzy Sokulski, Janusz Stelmasiak, Janusz Szafarczyk, Anna Szewczyk, Kuba Terakowski, Tomasz Tomczak, Aleksandra Turowska, Krzysztof Urbańczyk, Sebastian Wach, Jan Widlarz, Przemysław Wróbel, Ireneusz Zielony, Marek Zięba, Danuta Żywczak.
Nazwa punktu
Informacje
szczegółowe
Wysokość
[m n.p.m.]
Odległość
[km]
Narastająco
[km]
Godzina
Kraków - Swoszowice początek szlaku 247
start
-
20.40
Lusina wieś, skrzyżowanie 293
2.75
2.75
21.15
Świątniki Górne miasto, skrzyżowanie 314
7.60
10.35
22.45
Siepraw wieś, kościół 303
3.40
13.75
23.25
Zawada wieś, przystanek PKS 316
5.15
18.90
0.50
Polanka wieś, przystanek PKS 300
3.50
22.40
1.45
Myślenice węzeł szlaków 287
3.60
26.00
3.00
Zarabie rezerwat przyrody 350
3.15
29.15
4.00
Uklejna szczyt 677
2.00
31.15
5.20
Śliwnik szczyt 620
1.55
32.70
6.00
Działek szczyt 600
2.15
34.85
6.40
Kudłacze schronisko PTTK 750
2.30
37.15
7.05
Łysina szczyt 891
2.25
39.40
8.50
Weszkówka szczyt 771
3.00
42.40
9.30
... szczyt 680
1.15
43.55
9.45
Kiczora szczyt 725
3.65
47.20
10.40
Zarębki sioło 408
2.30
49.50
11.30
Lubień wieś, przystanek PKS 374
1.60
51.10
12.00
Kalety sioło 400
2.10
53.20
12.50
Mały Szczebel szczyt 630
1.65
54.85
13.30
Szczebel szczyt 976
1.30
56.15
14.20
Mała Góra szczyt 800
1.15
57.30
15.10
Przełęcz Glisne przełęcz 634
1.90
59.20
15.40
Luboń Wielki schronisko PTTK 1022
2.55
61.75
17.00
Luboń Wielki schronisko PTTK 1022
start
-
9.10
Luboń Mały szczyt 869
5.05
66.80
10.15
Naprawa Zakopianka 625
3.45
70.25
11.00
Surówka sioło, przystanek PKS 518
1.80
72.05
11.50
Jordanów miasto, rynek 487
4.20
76.25
13.05
Kułakówka leśniczówka 417
4.45
80.70
14.20
Cupel szczyt 887
4.45
85.15
16.40
Naroże szczyt 1063
3.80
88.95
17.50
Urwanica szczyt 1106
2.15
91.10
18.35
Okrąglica szczyt 1239
1.80
92.90
19.30
Hala Krupowa schronisko PTTK 1150
0.80
93.70
19.50

Przygotowanie tabeli: Ireneusz Zielony.
Podane w zestawieniu czasy przejścia i tekst relacji: Kuba Terakowski.

Powrót na stronę główną