Dla mnie zaczęło się na dzień przed zakończeniem zgłaszania do udziału w wolontariacie. Namówiona przez Andrzeja zadeklarowałam się, że wezmę udział w VI Karpackim Finale WOŚP na Wielkiej Raczy. Słowo się rzekło, trzeba było wziąć się do pracy. Zaczęłam od zespołu Caryna. Znałam ich repertuar, znałam solistę, i na szczęście w tamtych dniach mieli koncert w moim mieście. Poprosiłam o koncert na Wielkiej Raczy i mimo, że kolidowało to z ich planami, zgodzili się mając na uwadze cel. Jeszcze tego samego wieczoru znalazłam wykonawcę plakatu, który wkrótce został umieszczony na stronie VI Finału, Schroniska i dzięki znajomym i przyjaciołom rozwieszony w kilku miastach. O mającej się odbyć imprezie powiadamialiśmy wszystkich znajomych, przyjaciół , wysłaliśmy zaproszenia do klubów i organizacji turystycznych. Niestety, pogoda była tak fatalna, ze już od czwartku wycofywały się wszystkie wcześniej zdeklarowane osoby.

Następne zadanie polegało na zdobyciu darów przeznaczonych do licytacji. Udało się to na tyle, że Andrzej już przed Sylwestrem zaniósł pierwszy plecak do schroniska, następne 3 plecaki gadgetów dostarczyliśmy w dniu rozpoczęcia imprezy.



Magda i Marek w drodze do schroniska



I po dotarciu na miejsce


Zanim dotarliśmy do schroniska, trzeba było dotrzeć Rycerki. Ja i solista zespołu musieliśmy wyjechać z Piotrkowa Trybunalskiego o godz. 1,50. Od Piotrkowa dzieliło nas 40 km, które z uwagi na warunki drogowe pokonaliśmy w czasie 1,5 godz. W tym miejscu wielkie ukłony dla Docenta, który sprawił, ze pociąg na nas poczekał. Nawet nie chcę wiedzieć co naopowiadał Dyżurnemu Ruchu, grunt, że wsiedliśmy do pociągu.

W Katowicach spotkanie z Andrzejem i Terro i dalsza droga do Rycerki.



Terro


Zespól wyjechał z Poznania w piątek , na tyle wcześnie aby jeszcze tego samego wieczory być w schronisku. Nikt nie przypuszczał, że warunki drogowe będą tak ciężkie, że do Rycerki dotarli w środku nocy. Zmuszeni byli nocować na dole i do schroniska dojść następnego dnia. Na szczęście gospodarz schroniska zjechał saniami i dostarczył do schroniska instrumenty i niezbędny sprzęt.


Tymczasem w schronisku było 3 ( słownie: trzech) turystów



Turyści czyli Marta i Tomek


I się zaczęło…

Najpierw spotkanie organizacyjne wolontariuszy , przygotowanie puszek , serduszek i licytacji.


Biuro

Wkrótce Caryna zaczęła grać.


Koncert


W przerwie licytacja , w której aktywnie brało udział 17 osób w tym : Gospodarze i personel schroniska, turyści, zespół , wolontariusze i osoby towarzyszące.


Licytacja – Mateusz kupuje koszulkę WOŚPu dla swojego dziecka , które ma się urodzić latem

Koncert trwał do rana, kiedy zespól szedł spać , wolontariusze przygotowywali się do wyjścia w teren.

W schronisku został przygotowany wcześniej sklepik i puszka Magdy.

Skorzystaliśmy z doświadczenia Andrzeja, który kwestował już po raz trzeci i ruszyliśmy na słowacką stronę licząc na hojność narciarzy.



Tyle na temat pogody…


Tu niestety brak dokumentacji fotograficznej z uwagi na zbyt małą pojemność karty.


Pierwszy wyciąg….zero śniegu.

Następny wyciąg …nie działa

Trzeci.... jest kilka osób.

W padającym deszczu ze śniegiem rozkładamy sklepik z nadzieją, że to może przyciągnie turystów i kwestujemy.

Po kilku godzinach wraz z rosnącymi opadami mija nasza nadzieja, zapada decyzja o powrocie do schroniska.

Tam też niestety nie ma turystów.



Andrzej już po raz III kwestował na Wielkiej Raczy



Magda z Markiem i wspierających ich Sławkiem muszą wracać. Ja z Andrzejem i zespól zostajemy do poniedziałku.

Z żalem żegnamy przyjaciół z Krakowa i bierzemy się do liczenia uzbieranych pieniędzy. Okazuje się , że mimo wszystko jest ich więcej niż rok temu. Niestety zostało bardzo dużo rzeczy, których nie udało się sprzedać. Marek mimo kontuzji kolana znosi dużą część na dół i dostarcza do Sztabu. Tę resztę, która nie mieściła się już w jego plecaku , ja z Andrzejem dostarczamy następnego dnia wraz z uzbieranymi pieniędzmi.

Tymczasem w schronisku Caryna daje kolejny koncert.



Szymek i Łukasz

Mateusz i Hubert


Jak to stwierdziłam moja córka :

„ Mamik, miałaś szczęście , bo cały zespól zagrał tylko dla was”. Ano miałam, miałam też szczęście, że brałam udział w tej akcji i że poznałam fantastycznych ludzi.

Następnego dnia pobudka o świcie i w drogę żeby pokonać trudności komunikacyjne i dotrzeć do Sztabu. Po bardzo długiej podróży, wieczorem jesteśmy w Krakowie. Nareszcie poznajemy osobiście Kubę. Oddajemy pieniądze, gadgety, jeszcze jakieś ustalenia i ….do zobaczenia za rok.


Schronisko na Wielkiej Raczy


Serdecznie dziękuję :